Gdzie idzie Berek, czy leci Kierwiński i dokąd czmychnął Romanowski?
Sezon wakacyjny w pełni, ale na nudę nie możemy narzekać. Emocji, jak zwykle, dostarcza nam krajowa polityka, a konkretnie spekulacje na temat przyszłości dwóch najbliższych współpracowników Donalda Tuska: Macieja Berka i Marcina Kierwińskiego.
Berek, do niedawna twarz rządowej operacji „deregulacja”, właśnie zwolnił ministerialny fotel, niebawem mamy się dowiedzieć, do jakich zadań skieruje go premier. Media huczą, że do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie we wrześniu znów pojawi się wakat.
Zdaniem prof. Marcina Matczaka taki scenariusz oznaczałby kpinę z ludzi, którzy przez lata tysiącami wychodzili na ulice w obronie apolityczności TK.
Mój redakcyjny kolega Piotr Szymaniak w swoim komentarzu przypomina, że to obecna partia rządząca forsowała przepisy zakazujące takich szybkich przesiadek z rządowych czy poselskich ław za trybunalski stół (ustawę zablokowali Andrzej Duda i sam TK). A wybór Berka byłby taką samą patologią jak krytykowane zainstalowanie w Trybunale Konstytucyjnym przez Prawo i Sprawiedliwość Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza, wcześniej parlamentarzystów PiS.
„Ocena efektów pracy rządu, którą [Berek] sam koordynował, byłaby ewidentnym konfliktem interesów. Gdyby chciał do sprawy podejść uczciwie, musiałby się wyłączać od połowy spraw, które w przyszłości miałyby trafić do TK. Już mamy czworo sędziów korytarzowych i trzech biurkowych, którzy i tak nie orzekają” – pisze Piotr Szymaniak.
Gorąco także wokół Marcina Kierwińskiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji – który, zdaniem opozycji, z ministrowaniem powinien się pożegnać. W czerwcu Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec szefa MSWiA. Z inicjatywą wyszli posłowie PiS, zarzucając Kierwińskiemu nieudolność w kontekście ostatnich aktów dywersji i fałszywych alarmów. Teraz doszły jednak pytania o odpowiedzialność polityka w kontekście ujawnionych przez WP nieprawidłowości w wydatkowaniu środków dla powodzian na Dolnym Śląsku.
– Nie ma tematu zmiany ministra spraw wewnętrznych i administracji, ale widać, że trwa polowanie na Marcina Kierwińskiego – mówi „Rzeczpospolitej” osoba z najbliższego otoczenia Donalda Tuska.
Ciekawe wieści nadeszły też z… Naddniestrza i też dotyczą ministra, tyle że z poprzedniej ekipy. Adres na kopercie wysłanej z Tyraspolu, stolicy zbuntowanej mołdawskiej prowincji znajdującej się pod patronatem Rosji, sugeruje, że to właśnie tam przebywa obecnie Marcin Romanowski, uciekający przed polskim wymiarem sprawiedliwości, były przyboczny Zbigniewa Ziobry w resorcie. Liczy na list żelazny.