W świecie książek złych i głupich
Najciekawsze książki w naszym mieszkaniu stały na półkach w pokoju, w którym pracował ojciec. Zerkałem na nie, wpadając do niego, ale buszować mi w nich nie pozwalał. Kiedyś jednak przyjechało do nas na święta tylu gości, że musiałem odstąpić im tapczan w swoim pokoju, a mnie ułożono do snu na materacu wstawionym do gabinetu ojca. Napisałem „do snu”? Tak naprawdę tamtej nocy prawie nie spałem. Gdy zostałem sam, rzuciłem się przeczesywać regały z tymi wszystkimi niesamowitymi książkami, które wreszcie były w zasięgu ręki. Wiele z nich nie zrozumiałem (mówimy o chłopcu z pierwszych klas podstawówki – co mógł pojąć, dajmy na to, ze wspomnień jakiegoś pana Churchilla?), ale wrażenie, cóż, pozostawiły niezatarte.
Dzisiaj dostęp do książek jest nieskończenie łatwiejszy. A i czytelnictwo przeżywa renesans. To świetnie, prawda? Otóż niekoniecznie.
Wydanie „Plusa Minusa” na długi majowy weekend poświęcamy czytaniu. I książkom, tyle że głównie tym złym i bardzo niemądrym, bo to w nich zaczytują się młode osoby napędzające statystyki czytelnictwa. Wielu ludzi broni jak niepodległości tych dziełek najgorszego sortu, bo przecież „nieważne, co czytają, ważne, że w ogóle czytają”. Z tym i innymi popularnymi argumentami rozprawia się w swoim tekście Daria Chibner. Dosyć przerażające współczesne praktyki czytelnicze odsłania zaś przed nami Jan Skoumal (przyszłoby Państwu do głowy odsłuchiwać audiobook z trzykrotnym przyspieszeniem?). W innym tekście wracamy do świata Harry’ego Pottera, literacko na poziomie, ale działającego na nieco dziwnych zasadach odbijających wyobrażony świat mieszkańców ówczesnego państwa dobrobytu.
Dziś żyjemy w innej epoce. Publicznych pieniędzy nie starcza już na wszystko, nie pojawiają się w magiczny sposób, gdy tylko społeczeństwo znajduje się w potrzebie. Czy nie o tym rozmawiano w mieszkaniu Łatwoganga podczas sławnego streamu? Pisze o tym Michał Szułdrzyński. A w innym felietonie, pióra ekonomisty Piotra Araka, znajdujemy celne spostrzeżenia o granicach państwa (nad)opiekuńczego, które właśnie odkrywa Europa.
Ta nowa epoka to też czas wojny – o wojennej rosyjskiej nowomowie pisze w tym numerze Marcin Łuniewski („Specjalna operacja językowa”), odradzającego się antysemityzmu – o tym Piotr Zaremba w mocno osobistym tekście „Nawet żonkil stał się wrogiem”, a także, oczywiście, wszechobecnej sztucznej inteligencji. O jej rosnących w niebywałym tempie możliwościach i kulisach chińskich sukcesów w tej dziedzinie opowiada Magdalenie Kawalec-Segond wybitny polski informatyk prof. Piotr Sankowski. Jako jedyny Polak znalazł się wśród ekspertów panelu naukowego ds. AI, jaki powołała ONZ. Ich rolą jest m.in. wczesne ostrzeganie przed zagrożeniami, jakie przecież niesie ze sobą sztuczna inteligencja. Niektóre już znamy. Przeczytają Państwo o nich w felietonie Pawła Konzala oraz w recenzji książki „Jak AI zjada świat” Chrisa Stokela-Walkera. Marek Oramus, który ten tom zrecenzował, cytuje wstrząsające dane o zużyciu energii i wody przez modele sztucznej inteligencji. „To książka niezwykle potrzebna, wręcz niezbędna każdemu, kto stał się użytkownikiem tej technologii” – przekonuje.
Dobra wiadomość jest zatem taka: czytanie wciąż bywa niezbędne! Ważne tylko, co się czyta.