Protest proekologiczny czy zwykły szantaż
Budowa osiedli, biurowców, galerii handlowych, ale też domów, to zawsze ingerencja w przestrzeń. Nie każdemu musi się podobać nowy budynek za oknem, zwłaszcza gdy zajmuje ostatnią wolną działkę.
Inwestycje deweloperskie budzą wiele emocji. Wiele z nich nie może ruszyć całymi miesiącami, a nawet latami, bo paraliżują je protesty, nie zawsze uzasadnione.
A inwestor, który kupił działkę w dobrej wierze i dostał pozwolenie na budowę, liczy straty. Bo sąsiad się zawziął. „Sądy przed sądy zawezwę”, byle inwestycja nie powstała.
Gdzie jest granica między ochroną własności, uzasadnionym interesem protestującego, a pieniactwem? Znane są historie, kiedy to blokujący inwestycję, przywołując szlachetne argumenty np. o ochronie środowiska, okazywał się zwykłym szantażystą. Odstąpienie od protestu miało swoją cenę. Protest proekologiczny? Nie, „proportfelowy”.
Wchodząca w życie nowelizacja prawa budowlanego ma ograniczyć zapędy blokujących inwestycje bez dowodów na stawiane zarzuty. Masz prawo się odwoływać, ale musisz to uzasadnić.
Jakie konsekwencje może mieć formalizacja odwołań? Jakie problemy może wywołać? O tym w artykule „Trudniej będzie zablokować budowę. Wchodzą w życie nowe przepisy”.